MATKA WARIATKA A MOŻE DEPRESJA? O MATCZYNYCH LĘKACH, KTÓRE TOWARZYSZĄ MI DO DZISIAJ

depresja

 

Depresja to ciężki temat. Rozpoznać ją jest tak samo trudno, jak również się do niej przyznać. Już samo słowo budzi skrajne emocje. Długo zastanawiałam się, czy napisać ten post. Cały czas myślałam, czy dobrze robię, pisząc o swoich emocjach, jakie towarzyszyły mi od momentu narodzin dziecka do dzisiaj. Przecież to 5 lat. Może wzbudzę tym postem falę hejtu albo będzie odwrotnie, ale czuję, że muszę. Muszę podzielić się w wami moimi spostrzeżeniami i lękami, jakie towarzyszą mi od dawna. Może któraś z was ma podobnie.

MATKA WARIATKA A MOŻE DEPRESJA?

Moje macierzyństwo nie było łatwe od samego początku. Tłumaczę sobie, że istnieją kobiety, które przeszły lub przechodzą znacznie gorsze sytuacje czy drogę w życiu. Może zacznę od początku. Od zawsze moim marzeniem było, aby zostać mamą przed 30 rokiem życia. Udało się!  Wszystko w mojej głowie było zupełnie inne. Jakie? Idealne. Wyobrażałam sobie wszystko w pięknych barwach. Mało czytałam na temat ciąży czy rozwoju dziecka. Wydawało mi się, że wszystko wiem albo, że będę wiedziała automatycznie, jak urodzi się dziecko. Wiecie instynkt macierzyński. Wydawało mi się to takie proste i oczywiste. Teraz przyznaję, że byłam mało przygotowana. Bo, aby zostać mamą, nie wystarczy tylko zajść w ciążę i urodzić dziecko. Trzeba zrobić w tym kierunku trochę więcej. Obwiniałam się o to. Nie zauważałam teraz dla mnie prostych rzeczy.

Bycie mamą pokazuje mi każdego dnia, jak silnym człowiekiem muszę być dla mojego dziecka. On właśnie czerpie ze mnie i mojego zachowania pełnymi garściami. Moje lęki chłonie jak gąbka i już nie raz się na tym złapałam. Swoje poczucie bezradności czy bezsilności pokazuję dziecku i on później naśladuje mnie, bo myśli, że to normalne. W pewnym momencie myślałam, że macierzyństwo mnie przerosło. Gdy pojawiły się problemy, które zaczęły się nasilać coraz bardziej, ja stawałam się coraz słabsza zamiast być silniejsza. O mało nie doprowadziłam siebie do ciężkiej choroby. Bo nie ukrywajmy, depresja jest straszną chorobą.

 

Z czego wynikały moje lęki?

Depresją bym to nie nazwała, a raczej lękami. Mój poród był ciężki i to, co po nim się działo również. Zamiast cieszyć się narodzinami dziecka w domu, walczyłam o jego życie w szpitalu, bo niby proste rzeczy doprowadziły do sytuacji, w jakiej się znaleźliśmy. Inne mamy cieszyły się z pobytu w domu, robiły piękne sesje zdjęciowe ze swoim dzieckiem i spędzając z nim czas a ja? Ja cierpiałam w szpitalu razem z moim synkiem, który był taki malutki.

Przeszliśmy to! Ja osłabiona po porodzie dodatkowo warunki szpitalne sprawiły, że i mój organizm przestał sobie radzić z wieloma rzeczami. Udało się zwalczyć chorobę i cierpienie, które nam wtedy towarzyszyło. Jednak los tak chciał, że wracaliśmy co jakiś czas z innymi dolegliwościami. Tłumaczę sobie, że wszystko jest po coś. Może po to, abyśmy my matki stały się silniejsze? Zaradne i mocne jak, to tylko jest możliwe. Jednak ja z każdym pobytem w szpitalu stawałam się coraz bardziej bezsilna. Stąd zaczęły narastać we mnie lęki. Lęki o życie i zdrowie mojego dziecka.

Miałam ochotę się poddać, bo brakowało mi już sił na ciągłą walkę. Wsparcie w koło też było nie takie, do końca jakiego naprawdę potrzebowałam. Teraz wiem, że wiele osób tego nie rozumiało. Najprościej jest ocenić matkę i mówić jej co powinna, a czego nie, bo to nie jest Twoje dziecko, więc łatwo się mówi. Teksty typu „Po co dajesz tyle czasu sterydy”, „Nie dawaj antybiotyków, bo zniszczą organizm” i wiele, wiele innych przypadków. Strasznie mnie to dobijało.

Matka wariatka

Czułam się w pewnym momencie jak wyrodna matka, które nie potrafi zająć się swoim dzieckiem. Ciągle coś było nie tak. Wiecie, niektóre matki są mądrzejsze i lubią się wypowiadać na temat nie swojego dziecka. Są nawet mądrzejsze od lekarza. Szkoda, że nie są takie mądre, jak coś podobnego dotyka ich dzieci. Nie oceniam, ale nie raz doznałam przykrości właśnie ze strony kobiet. Okropne to jest. Bo kobieta powinna wspierać kobietę w szczególności, jeśli są matkami. Ja stałam się taką matką wariatką, bo nastały momenty, że nie dopuszczałam nikogo do siebie. Wszystko chciałam sama. Pewnie nie jedna osoba myślała, że wariuje, ale to był lęk.

To co czujemy jest odbiciem w naszym dziecku

To prawda emocje nasze  możemy zobaczyć w zachowaniu swojego dziecka. Kiedyś przeczytałam bardzo mądre słowa, że dziecko od momentu poczęcia do 12 roku życia jest połączone energetycznie z rodzicami i  całkowicie od nich uzależnione. Więc jeśli karmimy swoje dziecko miłością, życzliwością i troską, to odbija się na jego zdrowiu i mało choruje. Jeśli z naszej strony czuje lęk, niepokój, smutek czy zmęczenie to automatycznie jego zdrowie zaczyna się psuć. Zaczęłam się mocno nad tym zastanawiać i rzeczywiście coś w tym jest. Jak kobieta zostaje ze wszystkim sama albo sama sobie bierze wszystko na swoje barki, odtrącając osoby, które chcą ją wspierać, to automatycznie doprowadza siebie do stanu depresji czy zyskuje miano matki wariatki.

Nerwica lękowa a depresja

Wszystko chce sama, nie dopuszcza nikogo, a później z przemęczenia popada w stan nerwicy czy depresji. Nie raz słyszałam o czymś takim jak depresja poporodowa. Podobno może się to nasilać i trwać miesiącami. Poczucie osamotnienia czy odrzucenia. Niemoc, nieradzenie sobie z uczuciami, brak sił, brak radości z życia, to wszystko sprawia, że w pewnym momencie kobieta upada psychicznie i ciężko się jest jej podnieść. Podziwiam samotne matki. Jaką one muszą mieć w sobie siłę.

Depresja raczej jej  nie doznałam, ale doznałam silnej nerwicy, która odbiła się na mnie i moim zdrowiu. Byłam przewrażliwiona, jeśli chodzi o Oskara w szczególności na punkcie jego zdrowia. Każdy katar, każde kaszlnięcie, a nie daj Boże gorączka, przechodziłam dramatycznie. Bałam się, przeżywałam, trzęsąc się jak galareta. A dziecko co? Odczuwało cały czas tę moją niemoc. W pewnym momencie powiedziałam STOP. Nie może tak być, że ja denerwuje się zwykłym przeziębieniem.

Depresja czy nerwica? Jak z nimi walczyć?

Zaczęłam sobie układać wszystko po kolei. Szukałam przyczyny, od czego może to wszystko postępować. Zaczęłam się uspokajać i wyciszać. Dobrze robiło mi zwierzanie się przyjaciółce, która jest dla mnie ogromnym wsparciem.  Mniej czytam o chorobach, aby nie wkręcać sobie zbędnych rzeczy. Staram się reagować na różne przypadki mniej histerycznie niż wcześniej. Próbuje, aby moje dziecko nie wyczuło, że ja boje się tak samo, jak on, albo i bardziej. Ja jestem po to, żeby go wspierać i dać mu poczucie bezpieczeństwa. Moja nie moc, tylko powoduje w nim dodatkowy lęk. Dla tego musimy być silne dla naszych dzieci i dla nas samych. Jeśli nam źle, to rozładowujmy swoje emocje w rozmowie, z kimś bliskim komu możemy zaufać. Dobrym rozwiązaniem jest również wysiłek fizyczny. Ja na przykład relaksuje się przy sprzątaniu. Jest wiele rozwiązań, więc korzystajmy, aby wzmacniać się każdego dnia.

Tak na koniec, jeśli macie ochotę przeczytać kilka faktów o mnie, to zapraszam TUTAJ.

matka wariatka

lniana sukienka

depresja po porodzie

Bransoletkę kupicie TUTAJ

More from sylwetta

WAKACJE 2016 #2

    Witajcie! Jakiś czas temu pokazywałam Wam na blogu wpis z...
Czytaj dalej

komentarzy 6

Dodaj komentarz